O samym Université słów parę…
Jako, że pisałam już troszkę o życiu studenckim, teraz opiszę pokrótce życie uniwersyteckie.
Przyjeżdżając tutaj, jak każdy, miałam spore obawy dotyczące mojej znajomości francuskiego. Bałam się, czy dam sobie radę na uczelni i czy będę w stanie porozumieć się w innymi studentami erasmusa, którzy przecież mówią praktycznie tylko w swoich językach narodowych i po francusku. Na szczęście to wyobrażenie szybko runęło (może nie w pełni ale runęło).
Zacznijmy może od tego, jak wygląda dzień studenta erasmusa. Na takie pytanie pada moja ulubiona odpowiedź: jak sobie ułożysz plan, tak się wyśpisz. Osobiście mam zajęcia przez trzy dni w tygodniu. Ponieważ dla erasmusów ćwiczenia (travaux dirigés) są tutaj nieobowiązkowe, mamy do wyboru tylko wykłady, na których obecność jest nieobowiązkowa. Mimo wszystko jednak, gdy ma się 7 godzin zajęć tygodniowo (2 godziny droit international des droits de l’homme, 2 godziny anglais, i 3 godziny institutions de l’Union Européenne) warto pochodzić sobie na te wykłady, choćby po to, żeby osłuchać się z akcentem profesora (egzaminy są ustne).
Jeśli chodzi o poziom egzaminów, nie mogę jeszcze napisać niczego na podstawie własnego doświadczenia, ale ludzie, którzy jedną sesję już tu przeżyli, mówią że obcokrajowców, z językiem narodowym innym niż francuski, traktuje się tu bardzo ulgowo. Na pewno egzaminy wiążą się z długimi przygotowaniami, bo trzeba wszystko zdać po francusku (może poza anglais, który zdaje się po angielsku), ale też nie ma tragedii.
Jeśli chodzi o język francuski, to dostępny tutaj jest kurs: 50e za semestr… Na początku zdaje się test z gramatyki a potem trafia się do jednej z grup, dopasowanych mniej więcej poziomem gramatycznym. Bardzo fajna sprawa, bo na tym kursie są sami erasmusi, więc poznaje się jeszcze więcej osób a poza tym jest wart dodatkowe 3 pkt ECTS
Podsumowując, na pewno warto wyjechać. Fajna przygoda. Trzeba się tutaj czasem trochę spiąć, bo łatwo zatracić kontakt z nauką
ale czego się nie robi
Na zachętę powiem, że teraz, 2 marca, siedzę w krótkim rękawki i w krótkich spodenkach przy otwartym w pełni oknie. bo jest tak ciepło w słoneczku, o które nie jest trudno (choć w cieniu jest tylko 17 stopni).
