Działo się, oj działo…
Długo niczego tutaj nie pisałam. Nie jest to tylko kwestia lenistwa nabytego świeżo na południu Francji. Sporo się przez ten czas działo, a do tego wszystkiego w Montpellier było przepięknie i ciepło, więc człowiek większość czasu spędzał w parku, a wifi to wynalazek nowy w tym dziwnym karju. Cudem jest zdobycie kawałka internetu. No ale zacznijmy od początku:
Luty był piękny choć dość chłodny. Temperatury nie przekraczały 15 stopni i raczej trzeba było znaleźć spokojne, słoneczne miejsce, żeby się troszkę powygrzewać. Wieczorami Montpellier prezentowało się w ten sposób:
To jest zdjęcie ulicy okalającej najstarszą, średniowieczną część Montpellier.

Widok z Promenade du Peyrou na któryś z kościołów (nigdy nie wiem, który jest który).

Boulevard des Arceaux. Ulica, przy której mieści się moje miasteczko akademickie, dokładnie przy zagięciu akweduktu.
Po tych okrutnych warunkach atmosferycznych wyjechałam na chwilę do Polski, gdzie prawie się zgubiłam wśród wysokich zasp. O dziwo gdy tylko przyjechałam do Szczecina, na chwilę przestał padać śnieg i zrobiło się słonecznie. Znów zaczęło śnieżyć dopiero po moim wyjeździe z kraju. Cóż począć?
Niedługo po powrocie do Montpellier, znów było mi dane wyjechać, tym razem na Côte d’Azur. Byliśmy w Cannes, Nicei i w Monaco. Pogoda dopisała wszędzie poza Niceą, gdzie było tak zimno, że słynne zdanie “Nicea albo śmierć” zdawało się wesoło pobrzmiewać w naszych uszach gdy przymarzaliśmy gdzieś podczas zwiedzania tej ponoć przepięknej w słońcu miejscowości.

Cannes

Pamiątka z Cannes… Kartoniki znajdują się przed słynnym Palais des Festivals w Cannes, gdzie co roku odbywa się słynny Festiwa Filmowy.

Zachód słońca w Cannes

Widok na Monte Carlo w Monaco.

I wreszcie wiem, dalczego nazywają to lazurowym wybrzeżem

Wszyscy są bardzo przyjaźni, nawet ośmiornica nam machała

Szukaliśmy Nemo nawet…

Nawet flagi porządnie powiesić nie umieją

Katedra w Monte Carlo

Widok na Monaco

Bienvenue sur les Autoroutes Sud de France

A w Montpellier czekał na nas śnieg…

Typowo południowe widoczki
Gdy wróciliśmy do Montpellier a śnieg wreszcie stopniał, można było wreszcie wyjść z książką do parku. I tak oto moją książkę zastąpił aparat fotograficzny a park zastąpiło historyczne centrum Montpellier.
Wyjście z mojego akademika

Boczna uliczka centrum

W niektórych miejscach w Montpellier jest tęczowo

Porte du Peyrou

We Francji niczego nie robi się normalnie
A teraz nie pozostało mi nic innego niż pracowite przygotowanie się do sesji, której oddech już powoli czuć na plecach.
